poniedziałek, 16 maja 2016

17 tysięcy za wpis, czyli jak wycenić pracę na blogu?

Krótka, prawdziwa historia: blogerka została poproszona o reklamę fundacji charytatywnej, na co odpowiedziała w prywatnej korespondencji, że koszt wynosi 17 tysięcy. Oburzenie. Rozgłos, jak to możliwe, jakim trzeba być człowiekiem? Popieram. Blogerkę.


pixabay.com




17 tysięcy to dużo?


Dla nas przeciętnych zjadaczy chleba tak. To kwota za którą można kupić nie najgorsze auto albo wyjechać na dłuższe egzotyczne wakacje. Każdy z nas ma wizje na co przeznaczyłby 17k pln. A już w ogóle fajnie by było mieć wolne 17 tysi i móc przeznaczyć je na cele charytatywne. Zejdźmy na ziemię.

Jak funkcjonuje blog, który przynosi dochód?


Pisząc zejdźmy na ziemię miałam na myśli, zacznijmy od podstaw. Znany bloger albo przynajmniej kojarzony, mający swoje miejsce w sieci (bo umówmy się na ulicy raczej mało kto rozpozna blogera, nie licząc kilku wyjątków Maff, Je itd), kiedyś był zwykłym blogerem. Podrzędnym, jak Ty czy ja. Na szczyt dostał się ciężką wieloletnią pracą albo trochę krótszą - inwestując w bloga. Dzisiaj taki bloger zatrudnia ludzi, którym musi płacić za korektę, stronę techniczną, prowadzenie różnych profili w social media. Mówiąc krótko: inwestuje w blog własne pieniądze.

Więcej o zarabianiu: Jak zarabiać na blogu?

Jak wycenić pracę na blogu


Mnóstwo pytań ile, za co, komu... Mało odpowiedzi. Najprostszym wyznacznikiem ceny jest czas pracy. Na jeden post poświęcam np. 2 dni: robię zdjęcia, obrabiam, tworzę tekst. Ile to godzin? Do tego pozostaje kwestia związania się z daną firmą, promocji firmy na innych portalach, ilości wpisów. Szereg zależności ustalanych indywidualnie, które należy wrzucić do kosztów. Reklama bloga to również koszt i trzeba go wliczyć, stąd wydawałoby się ogromne sumy, które w rzeczywistości (tzw do ręki) znacznie topnieją.


Wspieranie akcji charytatywnych


Wielokrotnie spotykałam się z postami o podobnej tematyce. Wszyscy jak jeden mąż twierdzą: blog to nie słup reklamowy. Najprościej wybrać jeden cel i wspierać go konsekwentnie. Nie da się pomóc wszystkim, dlatego najlepiej wybrać jedną grupę docelową i ją wspierać. Wielcy blogerzy mogą sobie pozwolić na pewien dysonans, mniejsi niestety nie, więc to jest najprostszy sposób doboru poszczególnych akcji charytatywnych. 

Czy powinno się brać pieniądze od fundacji?


Sumienie od razu podpowie: NIE. Wtedy trzeba policzyć do 3, przeczytać ten tekst jeszcze raz i pomyśleć na jakich zasadach funkcjonują fundacje. Tam też pracują ludzie, którzy zarabiają. Jeśli pracują, to niech robią to rzetelnie i niech szukają sponsorów, którzy sfinansują reklamę. W przytoczonej sytuacji, fundacja zachowała się nie fair upubliczniając prywatną korespondencję a wyliczając, jak małą kwotą dysponują (3 tysiące), zagrała na ludzkich emocjach. Nie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wzięłabym pieniądze ot tak, ale gdyby od tego zależało moje być albo nie? Możliwość stworzenia nowego posta a co za tym idzie, zapełnienia własnego garnka (często i osób zatrudnionych), wtedy sposób myślenia wkracza na zupełnie inny tor.


Co sądzicie na ten temat? 

Snapchat: Patt_Prin




P.




57 komentarzy:

  1. Dla mnie wspieranie akcji charytatywnych ma charakter anonimowy, a jedynie upublicznianie odbywa się drogą fb... Często pomagam innym, ale na taką propozycję na pewno bym się nie zgodziła. Mój blog - moje warunki. Pomoc TAK ale w sposób, jaki najbardziej mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze zastanawia mnie, kiedy widzę udostępnienia plakatów typu "pomóż!!" czy dana osoba zrobiła coś w tym kierunku czy zagłuszyła sumienie udostępnianiem.

      Usuń
    2. To faktycznie ciężki temat, nie wszyscy są w stanie realnie pomóc, ale samo udostępnienie zwiększa szanse na to, że ktoś inny zobaczy informacje i pomoże. Czy zagłusza to sumienie? szczerze nie rozważałbym tego w tych kategoriach, w większości ograniczają nas tylko możliwości portfela.

      Usuń
  2. Jestem wredną i wyrachowaną suką - wiadoma sprawa. Mam zgniłe sumienie, ktore mówi - bierz kasę, jesli dają. Ale moje łapsko nie słucha sumienia i kasiury z fundacji nie weźmie. Nawet jesli fundacja szemrane cosie kręci. Nawet jesli łapsko wykiwają. Malkontentka tak ma. Ale każdemu wedle woli i potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany dla mnie to ogromna suma;p nie słyszałam wcześniej o tym szumie, ja też popieram blogerkę <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj daleko mi daleko mi do takiej blogerki.
    Jako właścicielka bloga miała pełne prawo odmówić wszak ona decyduje co u siebie zamieszcza wszak mamy wolnoć słowa, ciekawe czy owa fundacja w identyczny sposób potraktowałaby telewizje czy gazetę. Jeśli jest ktoś kto bloguje zawodowo to oczywiste że marki nie dostał a zapracował na nią więc dlaczego ma rozdawać za darmo coś co okupił ciężką pracą...
    Miłością moją są psy TTB mam sentyment i bardzo chciałabym pomóc, pomagam bo taka jest moja potrzeba a za nią idzie pewna decyzja, wierzę że dobro wraca, nie chwalę się tym, moja sprawa, mam nadzieje że moje działania wniosły coś dobrego, jednak kiedy i ile działam to już sprawa dobrowolna dyktowana potrzebą i myślę że jest to uczciwe podejście.
    Fundacja która zarabia i jeszcze manipuluje.... no cóż.... brak słów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość fundacji zarabia, bo przecież tam też pracują ludzie więc z czegoś żyć muszą.

      Usuń
    2. no tak, a u nas spotyka sie to z oburzeniem...

      Usuń
  5. W sumie się z Tobą zgadzam.
    Najlepiej by było, gdyby fundacja zebrała więcej pieniędzy niż przeznaczyła na wpis czyimś blogu. Ale od tego w sumie są ludzie, którzy potrafią to oszacować ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciężko się odnieść do tej sytuacji nie znając szczegółów.
    Może mogła zejść z ceny w zamian za materiały (zdjęcia, opracowanie tematu), a może już zeszła, a fundacja chciała zrobić aferę, żeby się wypromować.
    Mnie jako firmę odstręczają prośby o wsparcie, przekazanie swoich produktów na rzecz czegoś tam. Na początku owszem, w zasadzie każdą akcję wspierałam, ale to wywoływało jeszcze większą lawinę próśb, za którymi nie stało nawet głupie dziękuję po ofiarowaniu pomocy. Teraz wolę po cichu zrobić przelew, a nie bawić się w kotka i myszkę z "fundacjami".
    Blogerkę rozumiem, bo to tak jakby każdy z proszących miał kilka dni przychodzić do pracy za darmo, a wynagrodzenie przekazać na rzecz fundacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotykałam się właśnie z podobnymi opiniami, przysłowiowe dać palec a będą chcieli całą rękę. Twoje podsumowanie jest strzałem w 10.

      Usuń
  7. Kwota kolosalna- co bym zrobiła, nie wiem.
    Z 1strony trzeba przyznać że pieniążki są potrzebne..A z 2 każdemu trzeba podać pomocna dłoń...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolosalna? Ona do ręki ma z tego może 3- 4 tysiące a po takim wpisie kolejny może zrobić za długi, długi czas, więc musi z tej kasy się utrzymać do kolejnego "kontraktu".

      Usuń
  8. Dziś mamy wolny rynek. Kwota za duża? To może trzeba spytać gdzieindziej. No ale gdzie indziej nie będzie takiego zasięgu. No to my zrobimy mu antyreklame że czlowiek bez serca jest i my przy okazji sami się wypromujemy. A może w ramach rekompesaty dla siebie zrobi wpis za free?

    Tak to widzę. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie odniosę się do konkretnej sytuacji, którą opisałaś, bo nie znam szczegółów a jak wiemy ocenić zarówno jedną jak i drugą stronę bardzo łatwo, jednak życie nauczyło mnie, że wina (jaka by nie była) leży zawsze po dwóch stronach. Ale ostatnio byłam bardzo zaskoczona, jak Fundacje żerują na emocjach (po to tylko aby na tym zarobić); ile wyciągają pieniędzy od unijnych projektów; jak zakładają fundacje tylko aby mieć z czego żyć. Byłam tym przerażona, bo dla mnie Fundacja od zawsze była czystą studnią do pomagania bezinteresownie.
    Ale też coraz bardziej denerwuje mnie, podejście ludzi do zawodu pisarza czy ogólnie osób, które utrzymują się z pisania: jakby nie mieli prawa wyceniać swoich prac iście wysoko; czy jakby w ogóle nie mieli prawa brać za to pieniędzy - "no bo co on tak naprawdę robi. Siada i pisze. I co za kilka zdań, ma mu się płacić?"
    Temat kontrowersyjny i wielowątkowy - choć z pozoru na taki nie wygląda.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego tylko posiłkuję się zdarzeniem. Często się o tym zapomina, że wina leży zawsze po obu stronach, ale każdy chce być mądrzejszy. Fundacje to w ogóle temat rzeka, dobrze że wspomniałaś o dotacjach z UE itp wystarczy wpisać w google zapytanie: czy na fundacji da się zarobić. Przerażające.

      Copywriter, pisarz, bloger... wszyscy leżą i pachną.

      Usuń
  10. A dla mnie 17 tys. to absurdalna kwota. Ok, każdy ma prawo wycenić swoją pracę, ale nie oszukujmy się - ile czasu poświęci blogerka na napisanie kilku zdań? Kilka godzin, maksymalnie 2 dni. I co, i jej stawka dzienna to ponad 8 tys? No proszę...
    Generalnie to ja jestem przeciw zarabianiu na blogu. Kiedyś pisali nieliczni, teraz jak leci - dla zarobku. W złą stronę to idzie, w złą... Ale co ja tam mogę. Taki świat, tacy ludzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytłumacz dlaczego to jest zła strona? Powtarzam to nie jest kwota tylko dla niej, to nie jest dniówka.

      Blogerzy, którzy kiedyś pisali z pasji dziś piszą książki, prowadzą sklepy. To jest naturalna kolej rzeczy (nie mam na myśli blogów poklikaj itp)

      Z drugiej strony podałaś bardzo ciekawe zagadnienie blogów stworzonych na potrzeby zarobku. Czy się obronią? Czas pokaże.

      Mam jeszcze jedno pytanie: a Ty co byś zrobiła, gdyby pewnego dnia napisała do Ciebie firma z propozycją zapłaty za post który zrobisz jak dotychczas, tylko powiedzmy pokażesz się w ubraniu od nich i jeszcze dostaniesz za to kasę. Rozumiem że dla wielkich idei nie przyjmiesz propozycji?

      Usuń
    2. Może Tobie ciężko to zrozumieć, ale ja jestem już w blogosferze baaardzo długo, właściwie koło 11-12 lat. Od początku była to dla mnie pasja, będąc "dzieckiem" bawiłam się blogiem, zbierałam "komcie", robiłam konkursy itp - wszystko po to, by być na pierwszych stronach rankingu blogów na Onecie ;) I byłam.

      Ale to było wieeeki temu, na szczęście z tego wyrosłam, a ta "dziecinna" zabawa nauczyła mnie kilku rzeczy - ważniejsze są komentarze od ludzi, którzy Cię śledzą na bieżąco, których "znasz", które nie są pisane na zasadzie "świetna stylizacja", "fajny post".

      Blog był, jest i będzie dla mnie wielką pasją - możliwością dzielenia się swoim skrawkiem życia, swoimi rozmyśleniami. Nie mam za to ochoty pisać pod publikę, dla pieniędzy.
      Gdybym robiła cokolwiek na blogu dla korzyści materialnych - wstawiałabym linki do ubrań, umieściła reklamy z boku i nie wiem co tam jeszcze się robi na początek. Ale nie chcę tego, bo nie traktuję bloga jak pracę, jak obowiązek. Mi pisanie po prostu sprawia ogromną przyjemność. Cieszę się, gdy inni piszą mi komentarze, kiedy ja mogę poznawać życie i przemyślenia innych, dyskutować, przeżywać pewne wydarzenia z nimi.

      Druga sprawa - nie rozumiem też cen (w sumie nawet nie jestem zbytnio na bieżąco) fotografów, grafików komputerowych i nie wiem kogo tam jeszcze. Obrobić zdjęcia naprawdę nie jest trudno, szczególnie w dzisiejszych czasach - z dostępem do wielu, nawet darmowych edytorów. Pstrykać fotki to też nie wyczyn na 250 zł od godziny, jak to się oni cenią... ;)

      Czy się obronią? Tak. Bo rozrywka ludzi XXI wieku idzie właśnie w tą stronę - w stronę Internetu. Ale czy ja uważam to za normalne, że osoba, która poświęci dziennie 2-3 godzinki na pisanie posta w Starbucksie, po czym napisze, że strasznie się napracowała jest równoważne z osobą, która przez 8-12 godzin dziennie pracuje w polu, stoi na kasie czy sprząta biurowce, po czym pędzi do domu gotuje obiad, sprząta, wychowuje dzieci ? Nie. Dla mnie po prostu to nie jest ten sam wysiłek.

      Dlatego też nie będę przyklaskiwać osobom, które robią "karierę" w sieci, którzy "swoją ciężką pracą" odnieśli sukces w blogosferze. Jeśli tak chcą - niech im się wiedzie, ale ja zawsze dużo bardziej będę ceniła osoby pracowite, które wyszły z domu praktycznie z niczym, a którzy swoimi rękami, swoją wiedzą, nauką osiągnęły sukces. Czy to w jakiejś firmie, czy w swoim biurze. Pisanie za pieniądze zostawmy artystom, osobom z nadprzeciętnymi zdolnościami literackimi.

      Ale to oczywiście tylko moje zdanie i wielu wielu blogerów się z nim nie zgodzi.

      Usuń
    3. Nietaktem jest użycie słów "ciężko ci zrozumieć" (dodam, że gramatycznie również, ciężko jest nosić worki z piachem, w tym zdaniu powinnaś użyć "trudno"), ale skupmy się na meritum, bo pomyłki zdarzają się każdemu.

      Nie masz ochoty (czy nie potrafisz, bo to odrębna kwestia), ale inni mogą takową mieć. To jest złe? Nie podałaś żadnego argumentu, który przekazałby rzeczowo, co jest złego w zarabianiu na blogu? Przecież żadna praca nie hańbi.

      Nie masz pojęcia o zagadnieniu, jakim jest fotografia a wypowiadasz się. Porozmawiaj z fotografem, który żyje z robienia zdjęć. Od rana do wieczora, brak weekendów. Drogi sprzęt, który trzeba wciąż zmieniać. Darmowe programy do obróbki? To jest żart? Wydrukuj takie zdjęcie po obróbce darmowym programem i spróbuj sprzedać ten zlepek pixeli.

      Jeżeli ktoś tworzy posty, tak jak to opisałaś, możesz być pewna nie zarabia na tym. Zostawmy tych biednych górników, rolników i całą resztę pracujących fizycznie, bo to jest również nie na miejscu komentowanie czyjejś życiowej ścieżki. Bo co wnosi fakt, że to są zupełnie inne zajęcia... to, tak jakby porównywać lekarza, który studiował 6 lat a kolejne 5 spędził na stażu, do kogoś kto wybrał zawodówkę. To są czyjeś wybory na miarę swoich możliwości.

      Nie musisz przyklaskiwać, widzę blogi, które nic nie wnoszą i są popularne, ale jest mnóstwo innych na wysokim poziomie, które prowadzą osoby pracowite, pokazują swoją wiedzę i naukę i przez to osiągnęły sukces (marketing, handel, reklama, grafika komputerowa to jest wiedza zgodzisz się?). Błędnie myślisz- pisania można się nauczyć, wyrobić sobie warsztat i nie powinni tego robić tylko osoby, które są uzdolnione.

      Każdy ma prawo do swojego zdania, tylko żeby było ono podparte wiedzą, bo inaczej dyskusja nie ma sensu. Nadrukowałam się a powinnam nie odpisywać.



      Usuń
    4. Ja może wtrące się w wątek dotyczący fotografów, bo dla widza z zewnątrz wydaję się to takie proste. Wyjmie aparat, obrobi zdjęcia i kasuje "250 zl". No tak, ale zanim ten aparat wyjmie to... Sam sprzęt kosztuje kilka jak nie kilkanaście dobrych tysięcy, który się eksploatuje i trzeba go wymieniać, serwisować itd. Fotograf inwestuje w obiektywy które też tanie nie są, poza tym niezbędne elementy takie jak blendy, tła, statywy, lampy, czy gadżety potrzebne do różnych sesji też słono kosztują. Żeby zdjęcie sprzedać trzeba zainwestować w program do obróbki zdjęć, nie będzie to byle jaki, pierwszy lepszy ściągnięty z google, bo takie zdjęcie to można sobie co najwyżej cioci Stasi obrobić i dać. A więc kolejne koszty. Dalej. Sama sesja to wstępne przygotowanie się do tematu, obmyślenie strategii, jakie ujęcia, gdzie. Potem wykonanie sesji to też kilka godzin pracy, czasem i więcej. Potem obróbka, która też jest bardzo czasochłonna, bo jeśli zdjęcie mamy sprzedać to musi być na odpowiednim poziomie. Nie wystarczy narzucić pierwszy lepszy filtr tylko trzeba mieć wiedzę jak to zrobić, by zdjęcie miało to coś. Nie mówię już o całej reszcie. O wiedzy, którą trzeba posiadać, by robić dobre zdjęcia, nie na manualu. Cały czas trzeba być na bieżąco, doszkalać się, robić kursy - to też kosztuje. A wlasna działalność? To są koszty, których nie widać. Więc tak na prawdę 250 zł za kilka zdjęć to nie jest wcale tak dużo. Każdy kto chce przecież może wykonywać taki zawód jak mu odpowiada. Dajmy sobie na wzajem zarabiać, nie rozliczając się wzajemnie. Asia

      Usuń
    5. A ja się wtrącę apropo lekarzy. Oni przez 5 lat nie mają stażu, tylko specjalizację. W sumie studiują coś koło 10 lat, a staż trwa rok.

      Usuń
  11. Jestem wolontariuszką, wiele spraw załatwiam dla innych nie licząc na zysk i uważam za chore wyceniać pomoc dla innych jeśli można zrobić to za darmo niewielkim nakładem (i wspólnym, bo ktoś podsyła zdjęcia, materiały a Ty je publikujesz) a udział w takiej akcji już sam w sobie ma jakąś wartość i przedstawia z dobrej strony tę osobę. Zresztą na tym działa cały PR wielkich sław, ale zdaje się blogerka o tym nie wie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w swoim zawodzie wykonywanym i wyuczonym zdobywałam swoje szlify przez 12 lat. Ciężka, mozolna praca - dużo wkładu w postaci pieniędzy i godzin spędzonych nad książkami. Jednak jak ktoś poprosi mnie o pomoc - komuś jest potrzebna moja wiedza, to nie odmawiam i jak pomagam nie biorę za to pieniędzy. Po prostu działam z potrzeby serca.
      Mam wrażenie, że każdy z nas jest inny i każdy ma inny stopień empatii. I moim zdaniem to jest każdego z osobna sprawa, czy weźmie za pomoc pieniądze, czy nie. Oby w przyszłości w sytuacji podbramkowej, nikt za jakąś przysługę nie oczekiwał od nas - ludzi, którzy pomagają bezinteresownie - pieniędzy.

      Natomiast chciałabym poruszyć jeszcze jedną sprawę. Myślę (choć do końca nie jestem pewna), że w świetle prawa pokazanie korespondencji prywatnej jest naruszeniem prawa. Nawet jeśli nie, to fundacja ta pokazała siebie w bardzo złym świetle i dalsze współprace będą przez nas bloggerów bardzo szczegółowo przemyślane.

      Usuń
  12. 17 tys to po prostu strasznie dużo. Za wpis na blogu? Komuś się chyba w głowie poprzewracało. Nawet chirurdzy zarabiają mniej, a przecież odpowiadają za czyjeś życie! Jednak to tylko jeden przykład. Jest mnóstwo zawodów w których człowiek ma ciężką pracę, odpowiada za swoje życie lub czyjeś, miesiącami go nie ma w domu, a tu taki bloger zarabia więcej od niego. Jak dla mnie to absurd. Nie jestem za zarabianiem na blogach. Do fundacji mam mieszane uczucia. Dla mnie to powinny być organozacje nie dla zysku i nie jestem za tym, żeby ludzie utrzymywali się z pieniędzy społeczeństwa. Fundacje mają sens, jeśli jest to dla kogoś dodatkowe zajęcie, a nie główne źródło utrzymania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fundacje zarabiają tak jest i tyle. Ktoś musi je prowadzić i poświęcać na to całe dnie.
      Znowu pojawia się pytanie dlaczego nie jesteś za zarabianiem na blogu? Argumenty. Moim zdaniem zawód jak każdy inny. Mało tego poznałam blogerów, którzy z tego żyją i praca do łatwych nie należy.

      Usuń
    2. Nie lubię niesprawiedliwości. Tak, wiem, że świat jest niesprawiedliwy, ale dlaczego osoba która pracuje 12 godzin zarabia dużo mniej niż bloger, który jeden post napisze w ok. 3 godziny? Tego nie mogę zrozumieć. Uważam, że zarobki powinny odzwierciedlać pracę włożoną w daną czynność. Osoba pracująca w upale na budowie, lekarz studiujący przez 10 lat medycynę lub osoba na kasie robią więcej niż bloger, a mimo to zarabiają mniej.

      Usuń
    3. Z tego wnioskować można tylko, że zarabianie na blogu jest zbyt łatwe i powinno być zabronione? Idąc tym tropem polityka powinna być zabroniona, tam dopiero są pieniądze. Spadek powinien być zabroniony, bo co za darmo dostał? Świat nie jest sprawiedliwy i nie o sprawiedliwości był post i po raz kolejny muszę powtarzać że postu nie przygotowuje się w 3 h, że blog to inwestycja własnych pieniędzy i to 17 tysięcy nie jest dla 1 osoby za dniówkę a z podziałem na kilka osób i to na dłuższy czas.

      Usuń
    4. Spadek to co innego, nie mieszajmy pojęć. Nie dostaję się go za darmo, tylko po kimś, kto te pieniądze zarobił. Jeśli chodzi o politykę to nie uważam, żeby to miało być zabronione. Uważam tylko, że nie powinno być zawodu polityka. Ministrem zdrowia powienien być lekarz z wieloletnim doświadczeniem, edukacji dyrektor szkoły itd. Ale może lepiej nie moeszajmy w to politykę, bo odrębny temat. Życie jest niesprawiedliwe, ale nie może być w nim aż tak dużych rozbieżności. Powiedz mi w takim razie do jakiego sektoru gospodarki należy prowadzenie bloga? Rolnictwa? A może usług? Gospidarka opiera się na sektorach, więc każdy zawód powinien do jakiegoś należeć.

      Usuń
    5. Poza tym to, że świat jest niesprawiedliwy, to nie znaczy, że wszystko muszę akceptować, woerzyć we eszystko i tłumaczyć się, że "świat nie jest sprawiedliwy". Tak, wiem, że to nie o tym był post, ale pytałaś mi się co mi się nie podoba, więc Ci odpowiadam. Zatem to było odnoesienie do twojego komentarza, a nie postu.

      Usuń
  13. Powiem szczerze - zmieniłaś tym postem mój punkt widzenia. Zaczynając byłam pewna, że zrobiłabym to za darmo, na końcu zaś zgadzam się z Twoimi argumentami. Jednak gdy stawiam siebie w roli popularnej blogerki to myślę, że chciałabym jednak komuś pomóc. Rzeczywiście zgodzić się na współpracę z jakąś jedną inicjatywą i konsekwentnie ją wspierać. Myślę jednak, że nie mogłabym wziąć od takiej fundacji równowartości zwykłego posta. Można tę kwotę zmniejszyć o odpowiedni procent, ewentualnie jak już się naprawdę dużo zarabia rzeczywiście odpuścić płatności tej jednej konkretnej inicjatywie. Ja bym tak właśnie zrobiła, ale bądźmy szczerzy, raczej mnie nie spotka taka sytuacja.

    Pozdrawiam,
    Zazdrośnica Zawistna
    [zzawistna.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, ze spojrzałaś na to z innej perspektywy. Najtrudniej gdy z jednej strony fundacja, z drugiej rodzice chorego dziecka a z trzeciej jeszcze inni, którzy naprawdę potrzebują twojej pomocy. To tak jakby Ci wszyscy ludzie pukali do Twojego domu codziennie i musiałabyś wybierać. Nikt nie czytałby bloga zapełnionego prośbami, choćby o uratowanie życia. Tacy są ludzie. Tacy jesteśmy.

      Usuń
  14. Czytałam o tym u Pawła Opydo... Napiszę tak: jak dla mnie każdy ma swój rozum - jeśli chcesz brać kasę od Fundacji to bierz. Może trochę mniej, może coś, ale bierz. Skoro masz taką ochotę. Twoja wola i sumienie. Jasne, że komuś warto pomóc i robić coś z dobroci serca, ale jakbym miała na swoim blogu pomagać wszystkim, którzy się do mnie zgłoszą to już nic innego bym nie zrobiła.
    Jeśli Fundacja nie chciała płacić to trzeba było załatwić to polubownie, podziękować i tyle. Ale nie, Pani chyba leczyła swoje kompleksy cudzym kosztem. Bo może jeszcze przebolałabym ten głupi wpis na tablicy, no ale nie mogę przejść obojętnie obok komentarza, w którym obrażała tą blogerkę i jej czytelników(!). Czarny PR sobie zrobiła i kompletnie nie wiem, po co w ogóle robiła tę akcję. Może chciała się wybić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Martyna zachowała się nierofesjonalnie. W taki sposób nie zdobędzie środków na fundacje ale być może sławę i o to jej chodziło.

      Usuń
    2. Oczywiście, że tak. Myślę, że o to w gruncie rzeczy jej chodziło.

      Usuń
  15. Czytam. Czytam wszystkie komentarze i nie bardzo potrafię się w tym odnaleźć. Wykonuję ciężką, totalnie męską robotę, pracuję jak wół, ale czuje sie godnie wynagradzana. Moj blog to tylko zabawa słowem. Nic. Żadnej misji. Relaks i ćwiczenie zaśniedziałego umysłu. Myślę ze mimo wszystko najbardziej przekonuje mnie pomysł, aby kazdy czynił ze swoim blogiem, co tam sobie życzy. Chcesz zarabiać - zarabiaj, chcesz publikować apele o pomoc - Twój wybor, a może pragniesz zagrzebać się w gratisowych gadżetach i chińszczyźnie? - niech cię bogini prowadzi:). Generalnie - cytując klasyka- robota, co chceta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście zrobiło się gorąco, ale to dobrze. Róbta co chceta- dołączam się. Tylko musieliby to zrobić wszyscy a nie tylko pisać, ze na blogu nie powinno się zarabiać, ale już dlaczego? Nie uzyskałam żadnej rzeczowej odpowiedzi.

      Usuń
    2. Uzyskałas odpowiedź. Przecież ci ją napisałam, ale jeśli uważasz, że to mało, mogę jeszcze raz wszystko napisać.
      1. Zarabianie na blogu jest krzywdzące dla osób, które wykonują cięższe prace.
      2. Prowadzenie bloga nie zalicza się do żadnego sektoru gospodarki.
      3. Nie jest to działalność zarejestrowana, zatem względem prawa powinna być nielegalna.
      4. Aby prowadzić bloga nie trzeba mieć żadnego wykształcenia, a tu właśnie wykształcenie powinno dać możliwość zawodu.
      5. Każdy zawód powinien mieć jakiś cel, a w "zawodzie" blogera celu nie widzę. Psycholog pomaga ludziom, właściciel piekarni wyrabia pieczywo, a bloger nawet nie wiadomo co robi.
      6. Bloger powinien by nastawiony na to, że chce pisać, a nie robić tego dla pieniędzy, bo nigdy nie będzie dobrym blogerem.
      7. Do bycia wielkim blogerem nie trzeba specjalnych umiejętności. Nie trzeba znać matematyki, fizyki, czy ekonomii. Oczywiście w przeciwieństwie do innych zawodów, gdzie trzeba mieć umiejętności w jakiejś dziedzinie.
      8. Często bloger nie tworzy niczego nowego. To co pisze zostało już niejednokrotnie opublikowane w internecie.

      Usuń
    3. 1. Kto im zabroni zarabiać na blogu? Przecież to takie proste.
      2. Kabarety też nie? A rozrywka?
      3. Blog który zarabia owszem jest działalnością gospodarczą zarejestrowaną.
      4. Jest bardzo mało blogów, które zarabiają duże kwoty. Trzeba znać się na marketingu, grafice, albo być dobrym w jakiejś dziedzinie by ludziom poprzez blog przekazywać wiedzę.
      5. Dostarcza wiedzę- blogi fachowe, rozrywkę- lifestyle, moda. Motywację- fitblogi itd itd
      6. Słyszałaś o życiu z pasji? Jeżeli ktoś kocha to co robi dlaczego nie może z tego żyć? W imię idei sprawiedliwości bo komuś nie wyszło.
      7. Czyt punkt 4. Gdyby tak było blogow, które naprawde zarabiają byłoby mnóstwo a nie kilka.
      8. Zgadza się. Nauczyciel też nie mówi niczego innowacyjnego. Nie wszyscy wszystko wiedzą. Zobacz ile osób myśli, że post powstaje w 2-3 h bez wysiłku. Może teraz spojrzą z innej strony dzięki temu co ja się dowiedziałam i przekazałam tutaj.

      Nie licytujmy się, bo to niczego nie zmieni. Są blogerzy, którzy żyją z blogowania i tyle. Możemy się z tym pogodzić lub nie. Ja im kibicuje.

      Usuń
    4. Właściwie tak wszystko można obrócić do góry nogami. Ale masz rację, licytowanie się nic nie da. Przynajmniej dzięki tej dyskusji znalazłam nowy temat na post (i nie chodzi mi tutaj o zarabianiu na blogu, choć to też można by było użyć). Jedynie martwi mnie to, że nawet w internecie nie można się wypowiadać, bo od razu zostanie się skrytykowanym (chodzi mi o jeden komentarz poniżej). W takim razie życzę ci powodzenia w realizacji celu! (Ps. nie, ja wcale nie pluję jadem i potrafię być miła).

      Usuń
    5. Do góry nogami? Nie wiesz, że blog się rejestruje jako działalność a piszesz, że się nie jest rejestruje. Znaczy zmyslasz sobie, bo piszesz nie prawdę. No i jak tu dyskutować.

      Usuń
    6. *że się nie rejestruje

      Usuń
    7. W tym akurat się pomyliłam. Jedna rzecz.

      Usuń
    8. Poprawiłaś mnie, więc nie widzę problemu.

      Usuń
  16. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Nie rozumiem skąd to oburzenie, przecież w fundacja też pracują ludzie ZA PIENIĄDZE!

    OdpowiedzUsuń
  17. Sama czytając komentarze dosłownie zgłupiałam.. nie wiem co o tym.myśleć mam bardzo mieszane uczucia. Swoją drogą poruszyłaś ciekawy temat i jak widać lekko kontrowersyjny? Niektóre osoby nie powinny się wypowiadać ( choć wolność słowa jest ) ale co poniektórzy za bardzo plują jadem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja wina, że dodaje podobne komentarze, które nic nie wnoszą, ale człowiek uczy się na błędach.

      Usuń
    2. Jeżeli temat jest kontrowersyjny, to chyba ZAWSZe wbudza jakieś emocje, więc trzeba się z tym liczyć. Uważam, że nietaktem jest ocenianie innych, których się w ogóle nie zna i mówienie, że ktoś pluje jadem. Z resztą po to chyba sa blogi i komentarze, aby się wypowiadać, dyskutować, niekoniecznie się ze wszystkimi zgadzać. Według mnie każdy ma prawo się wypowiadać, pod warunkiem, że nie obraża innych, a tutaj największą obrazą jest pisanie o kimś, że bardzo pluje jadem, choć to nie prawda...

      Usuń
  18. O matko ja mogę pomarzyć o takiej propozycji i kwocie, ale gdyby mnie taki zaszczyt kopnął to tylko i wyłącznie na moich warunkach.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Trudno mi się wypowiadać, bo nie znam szczegółów całej tej sytuacji ani też nie jestem popularną blogerką, więc nie mam pojęcia, jak sama bym postąpiła. Myślę, że w zarabianiu na blogu nie ma niczego złego - choć może w odniesieniu do działalności charytatywnej taka kwota wydaje mi się troszkę zbyt wygórowana.

    OdpowiedzUsuń
  20. Szczerze nie mam pojęcia jak ja postąpiłabym w takiej sytuacji. Faktycznie, sumienie krzyczy "nie", ale nie wiem jakie byłoby moje myślenie, gdybym była blogerką na zupełnie wyższym poziomie, taką co inwestowałaby swoje pieniądze w bloga. Możliwe, że wzięłabym jakieś pieniądze za reklamę, ale raczej w formie symbolicznej. :)
    A skupiając się na Twoim wpisie - jest bardzo dobry. Naprawdę. Świetnie, szczerze napisane, to lubię!

    OdpowiedzUsuń
  21. Dlatego ja fundacjom nie pomagam, bo uwazam, ze niezle tam piora pieniadze. Schroniskom, Domom Dziecka - tak.

    OdpowiedzUsuń
  22. Ale gorąco tu u Ciebie w komentarzach!

    OdpowiedzUsuń
  23. Również popieram blogerkę. Uważam, ze fundacja za inną reklamę zapłaciłaby tyle samo lub więcej;)

    OdpowiedzUsuń
  24. We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek, żeby żadna ze stron nie była pokrzywdzona.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie potrafiłabym "sprzedać" bloga.

    OdpowiedzUsuń
  26. Bardzo ciekawy wpis, moim zdaniem każdy posiadacz bloga musi wiedzieć jak to zrobić i znać swoją wartość

    OdpowiedzUsuń

Komentarze są moderowane.